Zależnie od nastroju.

Just another WordPress.com weblog

Ściąganie plików praktyką religijną w Szwecji Styczeń 7, 2012

Filed under: Przemyślenia — symek @ 10:57 am

Polecam:

http://www.filmweb.pl/news/%C5%9Aci%C4%85ganie+plik%C3%B3w+now%C4%85+religi%C4%85+w+Szwecji-80939

A dla tych, którzy uważają to za słaby żart, polecam również stary artykuł na GW:

http://m.wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,106024,8590311,Bunt_Kalifornii__czyli_zapalmy_sobie_trawke.html

Dla leniwych cytat z końca artykułu:

Niewykluczone zatem, że okropny szeryf Allman dalej będzie deptał po piętach plantatorom z Mendocino, a przyłapani palacze będą płacić mandaty lub starać się o lewe recepty od lekarza. Albo zapiszą się do sekty nieco zwariowanego, ale bardzo pomysłowego i przedsiębiorczego Craiga X. Rubina. W jego kościele w Los Angeles o tajemniczej nazwie Świątynia 420 wierni przyjmują komunię w postaci marihuany. „Pastor” sam przekazuje im skręta, żeby się zaciągnęli.

Przez wiele lat Craig X. Rubin walczył o prawo do takiej metody wielbienia Boga. Wynajdywał cytaty w Biblii rzekomo potwierdzające jej słuszność, wiele razy był aresztowany, a nawet skazywany na więzienie, ale wreszcie wygrał. Sąd Najwyższy USA w 2006 r. orzekł, że prawo do wolności religijnej jest ważniejsze niż zakaz palenia marihuany. Teraz wystarczy zostać pastorem Świątyni 420, by bezkarnie rozdawać marihuanową komunię. Jak można przeczytać na stronie internetowej Craiga X. Rubina, wyświęca on pastorów online, bez przyjeżdżania do Los Angeles, i wysyła certyfikaty e-mailem. Trzeba tylko zapłacić wpisowe 12 dolarów.

Może i Szwecja ma trochę inne sądownictwo niż USA, ale ja już czekam na proces pierwszego pirata uniewinnionego z racji wolności religii.

 

100% sposób na trafienie szóstki w totka! Wrzesień 28, 2011

Filed under: Przemyślenia,Z przymrużeniem ok(n)a — symek @ 8:49 am

Jak każdy wie, wczoraj w Lotto mieliśmy do czynienia z kumulacją wszech czasów – do wygrania było 50 milionów (a w sumie chyba więcej, bo za dwie trafione szóstki płacić będą po 28 milionów). Przypomniało mi to moją rozkminę sprzed paru lat co do stuprocentowo działającego sposobu na trafienie wymarzonej „szóstki”.

Jak każdy wie, szansa trafienia najwyższej wygranej wynosi ok. 1 do 14 milionów. 14 milionów to bardzo dużo, nie jednak jeśli do wygrania jest naprawdę duża nagroda. Dlaczego? Obstawienie 14 milionów zakładów po 3 złote za jeden kosztować nas będzie 42 miliony złotych. Do wygrania jest zaś 50… Genialne, nie? Otóż nie do końca. Jakie są haczyki?

Pierwszy – probabilistyczny. Im większa wygrana tym większe zainteresowanie loterią, co wie każdy kto wczoraj widział kolejki do kolektur. (Zasłyszane: „Chciałem sobie kupić wodę w kiosku, ale musiałem zrezygnować ze względu na kilkunastoosobową kolejkę”.) Tak jak przez ostatnie parę tygodni nie trafiał nikt (stąd kumulacja), tak nagle szczęśliwe liczby zostały skreślone przez dwie osoby. I gdybyśmy wczoraj obstawili 14 milionów kombinacji za 42 miliony złotych, to będąc trzecim szczęśliwcem odzyskalibyśmy z nich tylko kilkanaście.

Drugi – logistyczny. Wyobrażacie sobie 14 milionów karteczek z potwierdzeniem zawarcia zakładu? Nie znam się na objętości papieru, ale zgaduję, że mówimy tutaj o kilku ciężarówkach kuponów, które trzeba przechować w sposób uporządkowany – wszak nie będziemy szukać zwycięskiego na chybił-trafił.

Wypełnienie kuponów też zajęłoby sporo czasu. Oczywiście można to usystematyzować, wygenerować kolejne kombinacje liczb, wysłać je na setki drukarek i pozbierać w jakimś porządku, ale pamiętajmy, że całe przedsięwzięcie będzie sporo kosztować. Dlaczego nas to obchodzi? Ano dlatego, że wartość każdej kumulacji jest znana dopiero na dwa lub trzy dni przed właściwym losowaniem. Tak więc w momencie w którym zdecydujemy, że nagroda jest dość wysoka aby cała akcja się opłacała mamy naprawdę niewiele czasu na przeprowadzenie wszystkich działań. Opcja wydrukowania kuponów zawczasu i przechowywanie ich w oczekiwaniu na „lepsze jutro” dobra będzie jedynie dla notorycznych milionerów.

I najważniejszy problem – jak potwierdzić tyle zakładów w kolekturze? Przy założeniu średniego czasu 30 sekund na zawarcie zakładu (podanie kuponu, wprowadzenie do maszyny, drukowanie potwierdzenia, zapłata sprzedawcy) w ciągu całego dnia jedna kolektura może zatwierdzić trochę ponad tysiąc zakładów. To oznacza, że należałoby zatrudnić armię kilkunastu tysięcy osób do rozwiezienia kuponów po całym kraju i nadzorowania ich realizacji. Do tego dochodzą osoby zajmujące się wspomnianą już produkcją kuponów, ich porządkowaniem i transportem.

Wynika stąd, że poza wyjściowymi 42 milionami złotych należałoby mieć kolejne kilkanaście na realizację tak szalenie skomplikowanej logistycznie operacji. A i tak może się okazać, że ktoś nawalił i jedna nieskreślona kombinacja okaże się tą zwycięską. Ale tym się nie martwmy – szanse na to są jak… No tak, 1 do 14 milionów.🙂

Jeśli zaś uwzględnimy pierwszą wątpliwość, to znaczy szansę trafienia przez innych, mniej zapobiegawczych od nas, graczy, to dojdziemy do wniosku, że operacja będzie stuprocentowo „bezpieczna” (na pewno opłacalna) dopiero przy nagrodach kilkukrotnie wyższych niż te nasze przewidziane 60 milionów. Takich zaś nagród w Lotto nie należy się raczej spodziewać.

Na koniec dochodzimy więc do smutnych wniosków, że akcja taka będzie dobra jedynie jako rozrywka dla znudzonego, ekscentrycznego miliardera. I na tym kończą się moje sny o szybkim i łatwym bogactwie. Ale przynajmniej miałem ubaw omawiając szczegóły idiotycznego pomysłu z paroma osobami.

 

Homofobia urojona (autorstwa Roberta Kamińskiego) Marzec 8, 2010

Filed under: Przemyślenia,Życie — symek @ 10:02 pm
Słowo homofobia ostatnio jest bardzo modne. Środowiska feministyczne, lewicowe i gejowskie powtarzają je jak mantrę. Tymczasem media i prasa stają się coraz bardziej jednostronnie nie dostrzegając, że geje i lesbijki już dawno osiągnęli to, o co walczyli od lat 70-tych.

Podczas zeszłorocznej ceremonii rozdania oscarów nie obyło się bez dużej niespodzianki. Faworyzowany i genialny Mikey Rurke, który zagrał główną rolę w filmie „ZAPAŚNIK” niespodziewanie przegrał oscara z Sean’em Pean’em. Gdyby statuetki przyznawali telewidzowie internauci, widzowie wychodzący z kina filmowy „obywatel Milk” musiałby obejść się ze smakiem. Jednak nagrody przyznaje elita Hollywood, która kieruje się polityczną poprawnością. W USA na czasie jest debata o przyznaniu gejom prawa do „małżeństwa” w rozumieniu prawnym i spadkowym.

Amerykańskie gwiazdy postanowiły pomóc ich sprawie głosując na dużo słabszą kreację Pean’a. To „pomaganie” gejom przybiera coraz bardziej karykaturalne formy. Dziennikarz lub osoba publiczna, która powie, że geje nie powinni mieć prawa do małżeństwa jest przez większość mediów wyśmiana. Odzywają się głosy, które dobrze znamy z naszych mediów: kler, ciemnogród, zacofanie, średniowiecze no i oczywiście słowo klucz – HOMOFOBIA.

Ruchy gejowskie powstały w latach 70-tych, kiedy homoseksualiści byli naprawdę dyskryminowani. Często zwalniano ich z pracy, wyszydzano, nie pozwalano pracować, a pobicia, a nawet morderstwa były na porządku dziennym. Nic dziwnego więc, że geje chcieli walczyć o swoje prawa. Harvey Milk był pierwszym jawnym gejem, który zdobył urząd publiczny (rada San Francisco). To właśnie o tym człowieku opowiada „Obywatel Milk”. Został on zamordowany kilka lat później, przez co stał się męczennikiem w swoim środowisku.

Gdyby dzisiejsi homoseksualiści mieli na sztandarach to samo co Milk pewno większość ludzi podpisałaby się pod tym obiema rękami. Osiągnęli wszystkie postulaty, mogą pracować, uczyć się, być politykami, kierowcami autobusów czy tancerzami; nikt nie bije ich na ulicy, nie można ich zwolnić z tego powodu. Mogą też prowadzić takie życie seksualne jakie uznają za stosowne. Nikogo nie powinno – i nie interesuje – sypialnia geja czy lesbijki. Ich protest w USA i Europie zachodniej okazał się udany. Jednak to nie wystarczyło. Zaczęli się oni domagać, aby traktować ich lepiej niż heteroseksualistów, tak jakby w zamian za lata dyskryminacji.

Żadne władze miasta w krajach zachodnich nie pozwoliłyby na przemarsz kobiet i mężczyzn w samej bieliźnie (albo nawet bez), gdzie wszyscy by się całowali i dotykali w okolicach narządów rozrodczych. Nikt by na to nie pozwolił ani w Londynie, ani w Berlinie, ani w Waszyngtonie. Ale gdy taką paradę organizują geje zezwolenie wydaje się im ochoczo. Stosuje się prostą zasadę jak ktoś ma coś przeciwko to jest homofobem. Argumenty o dzieciach na ulicy nikt nie chce słuchać. Gdybym chciał w gimnazjach zorganizować wykład ma temat seksu analnego z kobietą, nikt by mi na to nie pozwolił. A jednak w Warszawie słynne były lekcje na temat „jak unikać kontaktów z kałem podczas seksu homoseksualnego” (stowarzyszenie lambda w jednej z warszawskich szkół).

Doszło do tego, że to kobieta i mężczyzna muszą udowadniać, że to ich związek jest naturalny, wskazuje na to nie tylko natura, ale także fizjologia i anatomia człowieka. Dowiadujemy się, że związek mężczyzny i mężczyzny to jest dokładnie to samo co związek heteroseksualnych ludzi. Geje posunęli się nawet do tego żeby zaatakować najbardziej czuły punkt: małżeństwo – bo „my też chcemy”.

Ważne jest, jakie są fakty obiektywne. Zapomnieliśmy już, że coś może być obiektywnego; to zależy każde ma swoje zdanie. Małżeństwo wiąże się z płodnością dzieckiem i rodziną, relacją dziecko – matka, dziecko – ojciec to bardzo istotne elementy jego wychowania. Matka kobieta jest nie do zastąpienia przez mężczyznę. Małżeństwo służy rodzinie rozwija ją chroni. Tak było od pokoleń. Łatka homofoba, która będzie przyklejona mojej osobie świadczy tylko o tym, że mam rację. Ludzie, obudźcie się i walczcie (publicystyką oczywiście) o świat, w którym jest miejsce dla każdego, ale gdzie rodzina i małżeństwo pozostają sobą. Jeżeli nie będziemy się odzywać wówczas pewnego dnia obudzimy się w świecie, gdzie nie ma homofobii, ksenofobii rasizmu. Będzie tylko heterofobia.

———————————————–

Źródło: http://interia360.pl/artykul/homofobia-urojona,30951. Pozwoliłem sobie zacytować, bo z treścią się po części zgadzam, a nie wiem ile artykuł pożyje na stronie Interii.

 

Życzenia. Grudzień 24, 2009

Filed under: Przemyślenia,Życie — symek @ 1:25 pm

Fajnie, że wpadłeś. Miło, że postanowiłaś zajrzeć.🙂

Święta są fajne. Można dać albo dostać prezent, życzyć „wszystkiego najlepszego” i usłyszeć „nawzajem”. Pójść do Empiku i kupić płytę na świątecznej promocji. Ubrać choinkę (choć ja osobiście tego nie cierpię i strojenia jej unikam pomagając w kuchni i na zakupach). Nawet pośpiewać fajne piosenki, czasami też kolędy.

I tak to zazwyczaj wygląda. I w sumie nie jest to nic złego, bo lepiej jak ludzie sobie dobrze życzą niż gdyby mieli skakać sobie do gardeł. Święta są w tej kwestii wyjątkowe – mniej ludzi się kłóci, oszukuje, ogólnie lepsza jest atmosfera. I bardzo dobrze.

Szkoda tylko, że większość ludzi na tym kończy. Kupili prezenty, przyrządzili karpia, spotkali się z rodziną, ubrali choinkę i mają święta. Zapominamy czasem (ja też), że wszystko to wynika z czegoś innego. Mianowicie ileś tam lat temu była sobie wioska Betlejem (a może i jest do tej pory?) i w niej byli tacy ludzie jak Józef i Maryja. I urodził się taki ktoś, jak Jezus, nazwany potem Chrystusem. A dlaczego był taki ważny, to ludzie dowiedzieli się ze trzydzieści lat później, ale to już kwestia bardziej świąt wiosennych. A ileś tam czasu po tych wydarzeniach ktoś wymyślił, żeby świętować rocznicę jego narodzin. I tak już zostało.

Prezenty są wynalazkiem dość nowoczesnym. Kiedyś niewielu wiedziało, kto to jest ten Mikołaj. Wyprzedaże w centrach handlowych są już zupełnie współczesne. Jedynym wspólnym mianownikiem świąt dziś i kiedyś jest fakt obchodzenia rocznicy narodzin Jezusa. Tak jest i nie można temu zaprzeczać.

Ale chrześcijanie mówią więcej. Jeśli chcesz i o to poprosisz, Jezus urodzi się dzisiaj w nocy specjalnie dla Ciebie. Tylko i wyłącznie. I da Ci taki sam pokój i radość, jaką dał za pierwszym razem swoim rodzicom, pasterzom, mędrcom i zastępom niebieskim  o których możemy sobie poczytać w Biblii. Będziesz mógł zapomnieć na trochę o problemach. Będziesz mogła się nie przejmować, chociaż chwilę. I to nie będzie jak picie, po którym jest kac. Jeśli pozwolisz mu przyjść, to będzie lepiej i już. Tak długo jak będziesz potrzebował. A może nawet okaże się, że znajdziesz rozwiązanie problemu, który męczył Cię przez ostatni miesiąc. Naprawdę.

Spróbuj. O tyle tylko proszę, spróbuj. Bo jeśli masz zamiar obchodzić rocznicę narodzin Boga i w ogóle o tym Bogu nie wspomnieć przez 3 dni, to zakrawa to na hipokryzję. To nie jest „gwiazdka”. To są „Święta Bożego Narodzenia”. Nie zmieniaj tego.

Lubię Was wszystkich, więc dobrze Wam życzę. Nie chcę powtarzać rymowanek z Mikołajem, bałwankami i karpikiem. Życzę Wam tego pokoju, za którym sam czasami tęsknię. I obecności Boga w życiu, bo tak jest łatwiej. Serio. Trzymajcie się jak najcieplej.🙂

 

Pokojowa nagroda nobla – przemyslenia Październik 10, 2009

Filed under: Przemyślenia,Z przymrużeniem ok(n)a — symek @ 9:13 am

Pierwszy news we wczorajszych wiadomościach – „Pokojowy Nobel dla Barracka Obamy”. Wszyscy łapią się za głowy: „Za co?”. Ja akurat zbyłem to krótkim śmiechem, w którym niewiele było wesołości. Ale nie o tym chcialem. Jeden z członków komitetu noblowskiego zapytany, skąd ta nagroda powiedział coś w rodzaju: „Ta nagroda to taka zachęta, aby Obama nadal podążał we właściwym kierunku.”, czy coś takiego. Olejmy chwilowo, czy kierunek obrany przez Obamę jest słuszny. Ale nagroda Nobla na zachętę?

Niech mi dadzą 10 milionów koron w ramach nagrody z fizyki (na zachętę), to im dopiero odkrycie pokażę…

 

„Bo to zła kobieta była…” Wrzesień 20, 2009

Filed under: Przemyślenia,Życie — symek @ 12:23 am

Byłem sobie dzisiaj w jednej knajpie potańczyć. Fajnie było, DJ szybko zauważył, że przy rąbance ludzie słabo się bawią, więc i repertuar dał radę. Ludzie się bawili, było OK. W pewnym momencie zauważyłem, że pod ścianą tańczy sobie sama całkiem ładna dziewczyna. Obserwowałem ją przez chwilę, ale zaraz się zmyła. Całe szczęście, bo inaczej bym do niej podszedł. A tak miałem okazję popatrzeć na nią później, na spokojnie.

Dzieweczka po paru minutach wróciła i pokazała, o co jej chodzi. Na parkiecie zostało akurat nieco mniej osób, większość facetów. Panienka zaczęła poruszać się między nimi. Poruszała się naprawdę świetnie, ale co z tego, skoro tańczyła praktycznie „sama sobie”. Wodziło za nią oczami z pięciu facetów w każdym wieku. Ona zaś od czasu do czasu podbijała do któregoś, niby przypadkiem zahaczała, pozwalała się raz pogłaskać po rączce, po czym zgrabnym piruecikiem odkręcała się od delikwenta. Jeśli zaś któryś spróbował szczęścia na własną rękę i podchodził do niej, odsuwała się jeszcze szybciej i zbywała go głośnym śmiechem z gatunku „w twoich snach, frajerze”. Po trzech takich numerach połapałem się, że nie ma po co do niej podchodzić i tańczyłem sobie albo sam albo w swoim towarzystwie, a do niej, gdy się zbliżała, odwracałem się bokiem albo delikatnie odsuwałem. Nie chciałem skończyć jak paru wkurzonych, „odrzuconych” facetów którzy albo podpierali ściany z piwem w ręku, albo po prostu wyszli, żeby na nią nie patrzeć. Dawno nie widziałem takiej lolitki. Z wyglądu panienka, o jakiej faceci często marzą, z charakterku wredna suka.

Do czego zmierzam? Zgadnijcie, co okazało się po pół godziny. Na parkiecie zostało akurat idealnie podzielone towarzystwo – nie było osoby bez pary. Nie było – oprócz naszej kokietki, której każdy miał dość. Ona wróciła do wyginania się w kącie sali, oglądając tylko plecy innych. Zapewne po paru kwadransach pojawiło się w klubie paru nowych facetów, którzy zaczęli się za nią ślinić i próbowali do niej podbijać. I zgaduję, że kółeczko się zamknęło i historia się powtórzyła.

I tak to chyba w życiu bywa – jeśli uważasz się za zbyt dobrą lub dobrego dla kogokolwiek, to pewnie będziesz mieć rację i skończysz sam ze swoim ego. To może być zabawne parę razy, ale na koniec okaże się, że warto czasem wybrać sobie towar ze średniej półki niż czekać na dostawę tego lepszego. Bo lepszy się nie pojawi, średni się skończy i trzeba będzie szukać czegokolwiek na podłodze. A i tak nie wiadomo, czy tego z podłogi nie zjadły karaluchy.

Wpis dedykuję wszystkim dziewczynom, które dały, mają zamiar dać albo w przyszłości dadzą mi kosza.😉

 

Cywilizacja debili? Lipiec 3, 2009

Filed under: Przemyślenia,Życie — symek @ 11:05 am

W najbliższym czasie, po prawie dokładnie 4 latach w Simplusie przenoszę numer do Play. Nie chodzi mi o robienie reklamy, ale mam ku temu dwa główne powody. Po pierwsze, jest taniej. A po drugie?

„Oficjalnie potwierdzamy! Jesteś 1 na liście do wypłaty 10.000 zł! Czy pierwszą literą polskiego alfabetu jest B? Odp na 7235 w treści wpisz: TAK lub NIE? 2,44zł”

Dostaję takiego rodzaju śmiecia prawie codziennie. No i sorry, ale jak ja mam się czuć? Nie chodzi mi nawet o to, że nie wierzę że ktoś w tych konkursach wygrywa. Ale do jasnej cholery, czuję się traktowany jak idiota. Ja wiem, że przeciętny zjadacz chleba jest z roku na rok coraz głupszy, ale to już chyba przesada. Jeśli nadal zamiast podnosić poprzeczkę będziemy sobie nawzajem obniżać poziom, to zagłada ludzkości jest coraz bliżej.

Ludzie, wymagajcie od siebie samych…

 

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.