Byłem sobie dzisiaj w jednej knajpie potańczyć. Fajnie było, DJ szybko zauważył, że przy rąbance ludzie słabo się bawią, więc i repertuar dał radę. Ludzie się bawili, było OK. W pewnym momencie zauważyłem, że pod ścianą tańczy sobie sama całkiem ładna dziewczyna. Obserwowałem ją przez chwilę, ale zaraz się zmyła. Całe szczęście, bo inaczej bym do niej podszedł. A tak miałem okazję popatrzeć na nią później, na spokojnie.
Dzieweczka po paru minutach wróciła i pokazała, o co jej chodzi. Na parkiecie zostało akurat nieco mniej osób, większość facetów. Panienka zaczęła poruszać się między nimi. Poruszała się naprawdę świetnie, ale co z tego, skoro tańczyła praktycznie “sama sobie”. Wodziło za nią oczami z pięciu facetów w każdym wieku. Ona zaś od czasu do czasu podbijała do któregoś, niby przypadkiem zahaczała, pozwalała się raz pogłaskać po rączce, po czym zgrabnym piruecikiem odkręcała się od delikwenta. Jeśli zaś któryś spróbował szczęścia na własną rękę i podchodził do niej, odsuwała się jeszcze szybciej i zbywała go głośnym śmiechem z gatunku “w twoich snach, frajerze”. Po trzech takich numerach połapałem się, że nie ma po co do niej podchodzić i tańczyłem sobie albo sam albo w swoim towarzystwie, a do niej, gdy się zbliżała, odwracałem się bokiem albo delikatnie odsuwałem. Nie chciałem skończyć jak paru wkurzonych, “odrzuconych” facetów którzy albo podpierali ściany z piwem w ręku, albo po prostu wyszli, żeby na nią nie patrzeć. Dawno nie widziałem takiej lolitki. Z wyglądu panienka, o jakiej faceci często marzą, z charakterku wredna suka.
Do czego zmierzam? Zgadnijcie, co okazało się po pół godziny. Na parkiecie zostało akurat idealnie podzielone towarzystwo – nie było osoby bez pary. Nie było – oprócz naszej kokietki, której każdy miał dość. Ona wróciła do wyginania się w kącie sali, oglądając tylko plecy innych. Zapewne po paru kwadransach pojawiło się w klubie paru nowych facetów, którzy zaczęli się za nią ślinić i próbowali do niej podbijać. I zgaduję, że kółeczko się zamknęło i historia się powtórzyła.
I tak to chyba w życiu bywa – jeśli uważasz się za zbyt dobrą lub dobrego dla kogokolwiek, to pewnie będziesz mieć rację i skończysz sam ze swoim ego. To może być zabawne parę razy, ale na koniec okaże się, że warto czasem wybrać sobie towar ze średniej półki niż czekać na dostawę tego lepszego. Bo lepszy się nie pojawi, średni się skończy i trzeba będzie szukać czegokolwiek na podłodze. A i tak nie wiadomo, czy tego z podłogi nie zjadły karaluchy.
Wpis dedykuję wszystkim dziewczynom, które dały, mają zamiar dać albo w przyszłości dadzą mi kosza.