Zależnie od nastroju.

Just another WordPress.com weblog

Laptop z Allegro – part 2 kwiecień 24, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, This world sucks., Życie — symek @ 4:06 pm

No i cóż, odwiedziłem policję przed chwilą. Dostałem się jedynie na portiernię. Pani za biurkiem powiedziałem, jak się nazywam, jaki mam problem. Czyli że chciałbym tylko, żeby sprawdzili u policji Szwedzkiej, czy Karl rzeczywiście poinformował ponad miesiąc temu policję szwedzką o zaginięciu laptopa. Bo nie wiem, komu mam wierzyć.

Pani recepcjonistka zadzwoniła do dyżurnego i dowiedziała się, że jedyne co mogę zrobić, to przynieść laptopa do nich, powiedzieć, o co chodzi. Oni zaś wysłuchają, zabiorą MacBooka, zabezpieczą i zaczną sprawdzać, czy rzeczywiście jest kradziony. Jeśli nie jest, to po prostu mi go oddadzą do używania. Jeśli jest, to pewnie więcej go nie zobaczę.

Niby OK, bo nie mogą mi uwierzyć na słowo. Ale z drugiej strony zgaduję, że po oddaniu laptopa okaże się, że rzeczywiście jest kradziony. Laptop wróci do Karla, a w Polsce zacznie się sprawa odzyskiwania mojej kasy. Sprawa potrwa parę miesięcy, a w końcu skończy się umorzeniem…

Czasem nie lubię swojej własnej uczciwości.

 

Laptop z Allegro… kwiecień 18, 2009

Zaszufladkowany do: This world sucks., Życie — symek @ 2:25 pm

http://allegro.pl/item598686418_macbook_2_1_intel_core_2_duo_2_16ghz_1gb_667mhz.html

Prawdziwa okazja, nie? Przed kupnem upewniłem się co do paru rzeczy, np. dopytałem o dysk i kartę graficzną. Spytałem też o płytkę instalacyjną systemu – nie ma. No ale cóż, pewnie był preinstalowany albo zgrywany od znajomego. Co to za klawiatura? Szwedzka, znajomy kupił i mi dał. No cóż, zdarza się. Kupię sobie naklejki na klawisze.

Poprosiłem jeszcze o numer seryjny. Dostałem, po czym zacząłem przeszukiwać bazy kradzionego sprzętu. Googlałem, szukałem, nic złego na jego temat nie znalazłem. Fajnie.

Pojechałem do Krakowa w poniedziałek w nocy. We wtorek rano jedziemy do Galerii Krakowskiej, spotykamy się koło Empiku. Idziemy dwa piętra wyżej gdzieś usiąść. Dostaję MacBooka w ręce, odpalam. Jest Leopard, sprzęt zgodny ze specyfikacją. Do tego oryginalny zasilacz i przedłużacz do kabla. Bateria ma jakieś 65% i twierdzi, że uciągnie jeszcze 3 godziny. Miodzio.

Daję kasę do ręki, przy koledze. Pani sobie przelicza, dziękuje, żegnamy się. Ja, jako że się spieszyłem, wyłączam laptopa i chowam do plecaka pełen dobrych myśli – powinien mnie przecież kosztować ze 3 tysiące. Udało się.

Później kawał dnia, nie za bardzo miałem czas go obejrzeć. W poniedziałek wieczorem, już w domu, odpalam na zasilaczu, żeby dłużej posiedzieć. Pojawia się pierwsze pytanie: Kim jest Karl *******, którego nazwisko pojawia się jako user? Może poprzedni właściciel był nieostrożny. No cóż, zrobi się formata, świnią nie będę.

No dobra, sprawdźmy, co tu jest. Odpalam jakiś komunikator. Dane same się wpisują, gdybym był na WiFi to bym się zalogował. Hm, bardzo nieostrożny też Karl. Odpalam Skype. To samo.

Włączyłem Firefoxa. Znowu – na górze kilkanaście zakładek i folderów zakładek, wszystko wygląda dość osobiście. Znajduję link do Facebooka. Strona główna, user i hasło w formularzu. Jako user – e-mail z Hotmaila. Ciekawość zwycięża. Klikam login – jestem na koncie Karla. Ściągam WebDevelopera i odczytuję hasło. Zaglądam na hotmail. 2 razy ctrl+v i jestem na jego mailu. Niedobrze, Karl, nigdy tych samych haseł w różnych serwisach!

W końcu się przełamuję. Na własnym kompie odpalam Skype’a i piszę do Karla coś w rodzaju: “Cześć, wiem że mnie nie znasz, ale mam ważne pytanie – czy w ostatnim czasie sprzedałeś, oddałeś albo ukradziono Ci jakiś komputer?”. Karl odpisuje po paru godzinach: “Tak, ukradziono mi białego MacBooka 13″, takie a takie bebechy, taki numer seryjny. Zgłosiłem to już na policję. Masz jakieś informacje o nim?”.

Fuck.

Jestem człowiekiem raczej uczciwym, więc zaczynam opowieść o kupnie wyjątkowo taniego laptopa w Polsce. Karl jest poruszony – kupił już sobie nowy komputer i nie miał nadziei ujrzeć poprzedniego nigdy więcej. Zachwyca się nad moją uczciwością, dziękuje za kontakt, obiecuje poczekać cierpliwie aż odzyskam swoją kasę. Wszystko pięknie Karl, nie ma za co. Tylko zrozum, że jestem zły, bo myślałem, że kupiłem sobie taniego MacBooka, a narobiłem sam sobie cholernych problemów…

Potem muszę wyjść z domu. Po drodze piszę do pani Renaty kilka smsów, zostawiam też wiadomość na poczcie głosowej. Wszystkie razem wyjaśniają mniej więcej tyle, że wiem, iż laptop jest kradziony i chcę odzyskać swoje pieniądze. Czekam do piątku wieczorem, potem idę na policję. Jeśli odzyskam kasę, to organów ścigania nie zawiadomię, za to laptopa wyślę wprost do Szwecji, do prawowitego właściciela. Radzę oszczędzić sobie kłopotów.

Jakąś godzinę później dzwoni do mnie obcy numer. Polak ze szwedzkiego numeru. Zaczyna od: “Dzień dobry, ja w sprawie tego MacBooka którego Pan ode mnie kupił.”. Nie, koleś, nie kupiłem od Ciebie żadnego MacBooka. On mi na to, żebym przestał straszyć jego szwagierkę, bo ona tylko sprzedawała sprzęt przez niego podarowany. Ja na to, że sprzęt kradziony. Twierdzi, że nieprawda, że kupił go za byle jakie pieniądze w Szwecji i oddał szwagierce. Ja mówię, że skontaktowałem się z Karlem, który uważa, że go skradziono. Koleś na to, że tak, to mój kolega, mam papiery na to, że laptopa mi sprzedał. A ja na to, że jeśli kolega Karl mi napisze, że go sprzedał, to dam Renacie spokój. Koleś się trochę zasmucił, zaproponował, że jeśli jestem niezadowolony z zakupu, to możemy się spotkać i zamienić kasę za MB. Ja mu na to, że nie będę się zamieniał, tylko czekam na kasę i oddaję laptopa do Szwecji. On mi na to, że w takim razie swojej kasy nie zobaczę. I tak się pożegnaliśmy.

Aha, po drodze powiedział, że nazywa się Przemysław jakiśtam. Miałem też jego numer, więc przekazałem go Karlowi. On na to, że to bajka i że nie zna tego kolesia. Przekazał za to numer policji, która obiecała zacząć jakieś śledztwo. Przed tym, jak się zgłosiłem nie mogli za wiele zrobić, teraz mogą poszukać.

Co jeszcze? W sumie niewiele. Miałem dzisiaj iść na policję i opowiedzieć całą sprawę, ale zrobię to w poniedziałek. Zrobię to na pewno, bo pani Renata kasy mi nie przelała. Trochę mi jej szkoda, bo mogła nie wiedzieć, że MB jest kradziony.

A mnie czeka przeprawa z policjami dwóch krajów… Życzcie mi powodzenia.

 

“O tak mi przykro, chciałbym jeszcze raz…” kwiecień 9, 2009

Zaszufladkowany do: O sobie samym, This world sucks., Życie — symek @ 8:20 pm

Znacie to powiedzonko:  “Chcieliśmy jak najlepiej, a wyszło jak zawsze”? Chyba zrobię z niego swoje motto życiowe…

Dlaczego nic nie wychodzi mi tak, jak bym chciał? Dlaczego nie umiem sam siebie wyjaśnić? Dlaczego chcę być najczulszym przyjacielem, a wychodzę na ostatniego dupka?

Staram się. Naprawdę się staram. Staram się być dobry. Mam same dobre intencje. Nigdy nie miałem złych. A wychodzi na to, że jestem nieczuły, okrutny i nic nie rozumiem.

Ja nie mogę, co za życie. :/

 

Nekrofilia XXI wieku luty 1, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, This world sucks., Życie — symek @ 1:23 pm

Wydaje Ci się, że żyjemy w cywilizowanych czasach? Że zmarli nie leżą odłogiem na ulicach jak podczas zaraz lub wojen? Że są szanowani, pochowani i zostawieni w spokoju? O, naiwny czytelniku, w jakim świecie Ty żyjesz?

Wiem, że to brzmi głupio, ale takie myśli naszły mnie parę minut temu. Znowu usłyszałem, jak ktoś zachwyca się “najwspanialszym tenorem wszech czasów”, czytaj Pavarottim. Wiecie, co mi się przypomina?

Krótko żyję na tym świecie, a może po prostu za czasów mojej “młodości” nie było to takie popularne. W każdym razie pierwszy raz zwróciłem na to zjawisko uwagę, gdy umarł Czesław Niemen. Wielki płacz i wrzawa w telewizji, radio, gazetach, brukowcach. Wszyscy opłakują jeden z najbardziej porywających polskich głosów. “Dziwny jest ten świat” staje się tytułem setek wystaw i koncertów charytatywnych. Jak grzyby po deszczu wyrastają biografie zmarłego artysty, z miejsca stając się bestsellerami. Szczęśliwe wytwórnie fonograficzne posiadające prawa do jego twórczości wypuszczają płyty (lub całe kolekcje) pt. “Dzieła zebrane”, “Największe przeboje”. Powstają wersje dyskotekowe najpopularniejszych utworów.

Co mnie najbardziej w tym denerwuje? Hipokryzja. Ludzie, którym wcale nie podobała się muzyka Niemena nagle stają się zagorzałymi jego fanami, słuchają płyt, czytają biografie, zostawiają debilne komentarze na YouTube. Wkurza mnie, jak oglądam sobie “8 błogosławieństw”, a pod spodem bije mnie w oczy “Czesław Niemen [*][*][*][*][*] :*:*:*:* <R.I.P.>”, czy coś takiego. Bo ta różowa nastolatka (strzelam) jeszcze miesiąc temu jak słyszała “Niemen”, to nie potrafiła sobie przypomnieć jego imienia.

Jak to mówią, “Your time’s gonna come”. I całe szczęście dla wydawców muzycznych, dziennikarzy i słabych biografiopisarzy, bo przecież dla takiej watahy hien na długo mięsa z jednej ofiary nie starczy. Niemen się przejadł, ale “na szczęście” umierają inni. Nie pamiętam osobiście nic spektakularnego aż do momentu śmierci Marka Grechuty. Ten też miał pecha. Jako że umarł, wydawcy mogli założyć, że już nic nie nagra i można spokojnie wydawać albumy podsumowujące jego twórczość. I znowu – radio, telewizja, gazety, dyskoteki… Jakby nie dało się zrobić uroczystego pogrzebu i dać spokój, choćby rodzinie i przyjaciołom zmarłego, którym na pewno ciężko było, gdy co chwilę ze środków masowego przekazu przypominano im o odejściu ich bliskiego. Hieny uważam za bardzo trafione porównanie.

Pamiętam na przykład nie tak dawną śmierć Ryszarda Kapuścińskiego. Ten miał to szczęście, że był mniej znany od Niemena, a więc i publiczna nagonka po jego zejściu nie była aż tak wielka. Acz podobna. Wznowienia jego książek, biografie… Dobrze, że nie śpiewał, bo od płyty “The best of” zza grobu by się nie opędził.

No i na koniec, pół roku po Kapuścińskim, umarł Luciano Pavarotti. Postać może w Polsce nie aż tak uwielbiana, ale skoro zaczął za nim płakać cały cywilizowany świat, to Polska nie może być gorsza! Na co drugim kanale w TV filmy dokumentalne, powtórki koncertów. Do gazet dołączane gratisowe płyty z trzema utworami w jego wykonaniu (po większą ilość udaj się do najbliższego Empiku). Czekałem, aż po otworzeniu masła natrafię na karteczkę “Wyślij 250 kodów i wygraj kawałek nerki mistrza opery!”. Skoro już bawimy się w nekrofilię na papierze i w eterze, to czemu nie rozesłać kawałków jego zwłok do największych sal koncertowych świata?

Dla sprawdzenia chronologii i dokładniejszych dat musiałem zajrzeć na Wikipedię. Szanuję Niemena za jego twórczość, ale mi osobiście się ona nie podoba. Grechuty kiedyś trochę słuchałem, ale też mnie nie porwał. Czytałem jedną książkę Kapuścińskiego, ale nie dotarłem do końca. Opery i operowego śpiewania nie lubię.

Jak już kiedyś mówiłem, brzydzi mnie świat, w którym żyję.