Zależnie od nastroju.

Just another WordPress.com weblog

Pokojowa nagroda nobla – przemyslenia październik 10, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, Z przymrużeniem ok(n)a — symek @ 9:13 am

Pierwszy news we wczorajszych wiadomościach – “Pokojowy Nobel dla Barracka Obamy”. Wszyscy łapią się za głowy: “Za co?”. Ja akurat zbyłem to krótkim śmiechem, w którym niewiele było wesołości. Ale nie o tym chcialem. Jeden z członków komitetu noblowskiego zapytany, skąd ta nagroda powiedział coś w rodzaju: “Ta nagroda to taka zachęta, aby Obama nadal podążał we właściwym kierunku.”, czy coś takiego. Olejmy chwilowo, czy kierunek obrany przez Obamę jest słuszny. Ale nagroda Nobla na zachętę?

Niech mi dadzą 10 milionów koron w ramach nagrody z fizyki (na zachętę), to im dopiero odkrycie pokażę…

 

“Bo to zła kobieta była…” wrzesień 20, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, Życie — symek @ 12:23 am

Byłem sobie dzisiaj w jednej knajpie potańczyć. Fajnie było, DJ szybko zauważył, że przy rąbance ludzie słabo się bawią, więc i repertuar dał radę. Ludzie się bawili, było OK. W pewnym momencie zauważyłem, że pod ścianą tańczy sobie sama całkiem ładna dziewczyna. Obserwowałem ją przez chwilę, ale zaraz się zmyła. Całe szczęście, bo inaczej bym do niej podszedł. A tak miałem okazję popatrzeć na nią później, na spokojnie.

Dzieweczka po paru minutach wróciła i pokazała, o co jej chodzi. Na parkiecie zostało akurat nieco mniej osób, większość facetów. Panienka zaczęła poruszać się między nimi. Poruszała się naprawdę świetnie, ale co z tego, skoro tańczyła praktycznie “sama sobie”. Wodziło za nią oczami z pięciu facetów w każdym wieku. Ona zaś od czasu do czasu podbijała do któregoś, niby przypadkiem zahaczała, pozwalała się raz pogłaskać po rączce, po czym zgrabnym piruecikiem odkręcała się od delikwenta. Jeśli zaś któryś spróbował szczęścia na własną rękę i podchodził do niej, odsuwała się jeszcze szybciej i zbywała go głośnym śmiechem z gatunku “w twoich snach, frajerze”. Po trzech takich numerach połapałem się, że nie ma po co do niej podchodzić i tańczyłem sobie albo sam albo w swoim towarzystwie, a do niej, gdy się zbliżała, odwracałem się bokiem albo delikatnie odsuwałem. Nie chciałem skończyć jak paru wkurzonych, “odrzuconych” facetów którzy albo podpierali ściany z piwem w ręku, albo po prostu wyszli, żeby na nią nie patrzeć. Dawno nie widziałem takiej lolitki. Z wyglądu panienka, o jakiej faceci często marzą, z charakterku wredna suka.

Do czego zmierzam? Zgadnijcie, co okazało się po pół godziny. Na parkiecie zostało akurat idealnie podzielone towarzystwo – nie było osoby bez pary. Nie było – oprócz naszej kokietki, której każdy miał dość. Ona wróciła do wyginania się w kącie sali, oglądając tylko plecy innych. Zapewne po paru kwadransach pojawiło się w klubie paru nowych facetów, którzy zaczęli się za nią ślinić i próbowali do niej podbijać. I zgaduję, że kółeczko się zamknęło i historia się powtórzyła.

I tak to chyba w życiu bywa – jeśli uważasz się za zbyt dobrą lub dobrego dla kogokolwiek, to pewnie będziesz mieć rację i skończysz sam ze swoim ego. To może być zabawne parę razy, ale na koniec okaże się, że warto czasem wybrać sobie towar ze średniej półki niż czekać na dostawę tego lepszego. Bo lepszy się nie pojawi, średni się skończy i trzeba będzie szukać czegokolwiek na podłodze. A i tak nie wiadomo, czy tego z podłogi nie zjadły karaluchy.

Wpis dedykuję wszystkim dziewczynom, które dały, mają zamiar dać albo w przyszłości dadzą mi kosza. ;)

 

Cywilizacja debili? lipiec 3, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, Życie — symek @ 11:05 am

W najbliższym czasie, po prawie dokładnie 4 latach w Simplusie przenoszę numer do Play. Nie chodzi mi o robienie reklamy, ale mam ku temu dwa główne powody. Po pierwsze, jest taniej. A po drugie?

“Oficjalnie potwierdzamy! Jesteś 1 na liście do wypłaty 10.000 zł! Czy pierwszą literą polskiego alfabetu jest B? Odp na 7235 w treści wpisz: TAK lub NIE? 2,44zł”

Dostaję takiego rodzaju śmiecia prawie codziennie. No i sorry, ale jak ja mam się czuć? Nie chodzi mi nawet o to, że nie wierzę że ktoś w tych konkursach wygrywa. Ale do jasnej cholery, czuję się traktowany jak idiota. Ja wiem, że przeciętny zjadacz chleba jest z roku na rok coraz głupszy, ale to już chyba przesada. Jeśli nadal zamiast podnosić poprzeczkę będziemy sobie nawzajem obniżać poziom, to zagłada ludzkości jest coraz bliżej.

Ludzie, wymagajcie od siebie samych…

 

Laptop z Allegro – Part 3 :) maj 14, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, Życie — symek @ 4:23 pm

Dziwi Was uśmiech w tytule? Mnie też dziwiłby jeszcze parę dni temu, jednak cała sprawa rozwiązała się w sposób tak prosty i korzystny dla mnie, że przez pewien czas nie mogłem prawie wierzyć w swoje szczęście.

Otóż parę dni temu dostałem od Karla zaskakującą wiadomość. Pisał on w niej, że jego ubezpieczyciel zdecydował się zapłacić mu za zagubionego MacBooka. Tak więc Karl dostanie kasę za starego kompa, ma już też nowego, a zatem nie widzi przeciwwskazań, bym tego MB sobie zatrzymał. Prosi tylko o jedno – backup i przekazanie mu niektórych prywatnych plików.

Zdziwiłem się, to prawda. Głównie dlatego, że podobno sprawa zgłoszona już była na policję. Ale kto wie, jak działają szwedzkie firmy ubezpieczeniowe – mnie to już za bardzo nie obchodzi. ;)

Zrobiłem zatem backup, dość pobieżnie zebrało się prawie 11 GB danych, z których Karl wybierze sobie to, co mu potrzebne. W chwili obecnej załatwiamy przesłanie tych danych przez Internet – dane są już w częściach na odpowiednim serwerze, czekam tylko aż Karl je ściągnie, połączy i sprawdzi, czy wszystko jest na miejscu. Potem dostanę zielone światło do formatowania dysku.

Ściganie złodzieja po Polsce sobie daruję, po co szarpać nerwy. Zresztą, mam dobrego laptopa za małe pieniądze. Nieważne, że w tak pokręcony sposób. ;)

Ciekawe, nie? Znikąd pojawia się idealne rozwiązanie, na które nikt wcześniej nie wpadł. Niektórzy nazywają to fuksem, niektórzy szczęśliwym zrządzeniem losu, niektórzy Opatrznością. Ja mam swoje wytłumaczenie, ale to nie czas i miejsce na opowieści o tym. W każdym razie się cieszę. :)

 

Laptop z Allegro – part 2 kwiecień 24, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, This world sucks., Życie — symek @ 4:06 pm

No i cóż, odwiedziłem policję przed chwilą. Dostałem się jedynie na portiernię. Pani za biurkiem powiedziałem, jak się nazywam, jaki mam problem. Czyli że chciałbym tylko, żeby sprawdzili u policji Szwedzkiej, czy Karl rzeczywiście poinformował ponad miesiąc temu policję szwedzką o zaginięciu laptopa. Bo nie wiem, komu mam wierzyć.

Pani recepcjonistka zadzwoniła do dyżurnego i dowiedziała się, że jedyne co mogę zrobić, to przynieść laptopa do nich, powiedzieć, o co chodzi. Oni zaś wysłuchają, zabiorą MacBooka, zabezpieczą i zaczną sprawdzać, czy rzeczywiście jest kradziony. Jeśli nie jest, to po prostu mi go oddadzą do używania. Jeśli jest, to pewnie więcej go nie zobaczę.

Niby OK, bo nie mogą mi uwierzyć na słowo. Ale z drugiej strony zgaduję, że po oddaniu laptopa okaże się, że rzeczywiście jest kradziony. Laptop wróci do Karla, a w Polsce zacznie się sprawa odzyskiwania mojej kasy. Sprawa potrwa parę miesięcy, a w końcu skończy się umorzeniem…

Czasem nie lubię swojej własnej uczciwości.

 

A Ty? Kim jesteś? marzec 8, 2009

Zaszufladkowany do: O sobie samym, Przemyślenia, Życie — symek @ 11:25 pm

Czuję się dziwnie. W sumie nigdy nie myślałem o wizycie u psychologa albo innego analtyka. Bo i po co? Sam radzę sobie ze swoimi problemami. Gdybym poszedł, to pewnie dowiedziałbym się o sobie paru rzeczy. Może niektórych bym nie polubił, może w czymś by mi to pomogło. Nie wiem i raczej się nie dowiem, bo nadal na takie wizyty nie mam chęci.

Ale okazuje się, że wcale nie trzeba chodzić do psychologa żeby dowiedzieć się czegoś o sobie. Szczerze się zdziwiłem, gdy mój brat rzucił mi na biurko wydrukowany artykuł z Wikipedii:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Prokrastynacja

W psychologii prokrastynacja lub zwlekanie oznacza patologiczną tendencję do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniającą się w różnych dziedzinach życia. Bywa nazywana “syndromem studenta”.

Dokładnie moje podejście do życia. Może nawet nie podejście, może po prostu jedna z moich głównych wad.

Postępowanie prokrastynatora można podzielić na następujące etapy:
1. Chęć zrobienia czegoś.
2. Decyzja o zrobieniu tego.
3. Odkładanie czynności bez poważnego powodu.
4. Uświadomienie sobie niekorzyści, jakie pociąga za sobą odkładanie.
5. Kontynuacja odkładania .
6. Szukanie wymówek bądź odejście od problemu.
7. Odkładanie.
8. Wykonanie zadania w czas, bardzo się przy tym stresując lub ukończenie go za późno bądź też nie zrobienie go wcale.
9. Postanowienie o niepostępowaniu w ten sposób w przyszłości.
10. Niedługo po tym sytuacja się powtarza.

Skąd ja to znam? Ba, jeśli mnie znacie, to pewnie też już to zauważyliście.

To naprawdę dziwne uczucie – dowiedzieć się, że Twój problem ma już fachową nazwę. Przynajmniej dla mnie. Szkoda tylko, że nie napisali nic o ewentualnym leczeniu. Bo coś czuję, że powinienem się leczyć.

I nie, to nie jest tak, że “tak ma każdy student”. Miałem tak na długo przed zostaniem studentem.

Jedna rzecz mnie pociesza:

Prokrastynacja dotyka osoby bardzo zdolne, którym brakuje wiary w siebie.

Jestem zdolny? :)

 

Tak szczerze to ja Cię nie lubię. luty 24, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, Życie — symek @ 10:05 pm

Ludzie są fałszywi. Nie wszyscy, nie zawsze, ale zazwyczaj są fałszywi. Naprawdę rzadko można spotkać osobę naprawdę szczerą. Czasem to dobrze – nie chcesz przecież, żeby ktoś Ci powtarzał, jaki jesteś gruby albo jak bardzo wkurza go Twój chłopak.

Ale czasem takie udawanie prowadzi do komicznych i, co tu nie mówić, żałosnych sytuacji. Znacie to? Spotykacie gdzieś człowieka, z którym kiedyś się poznaliście, ale nie rozmawialiście dłużej niż minutę i w sumie to nie macie ani ochoty, ani tematów do rozmowy. No, ale cóż, Wasze spojrzenia się przecięły, więc trzeba się uśmiechnąć, podejść, wyciągnąć słuchawki z uszu i przegadać chociaż te dwa przystanki które Ci zostały do domu. Oby tylko on nie wysiadał na tym samym… Gadając o pierdołach gorączkowo przypominasz sobie, gdzie on mieszka? Cholera, chyba jednak będzie wysiadał tam, gdzie ja. Wiem, powiem mu, że jadę do kumpeli i wysiadam parę przystanków dalej. Wiem, będę w domu parę minut później, ale nie wytrzymam dłużej towarzystwa tego głupka…

Żałosne, prawda? A przecież nie musi tak być. Dlaczego nie możesz się uśmiechnąć, ale pozostać na swoim miejscu ze swoimi słuchawkami w uszach? Pomyśl przez chwilę, czy on nie myśli o Tobie dokładnie tego samego co Ty o nim?

Przewińcie sobie poniższy film do czasu 7:28 i obejrzyjcie tylko tę jedną scenę do 8:41.

- Miło cię było spotkać.

- Trzymaj się.

- Do zobaczenia w klubie.

- Na razie.

Kurwa mać. Odrobina szczerości, a ta rozmowa wyglądałaby tak:

- Że też musiałem cię zauważyć.

- Prawda.

- Dlaczego musimy udawać, że się lubimy?

- Nie mam nic do ciebie, ale też nie mam cię za co lubić.

- Dopadła nas społeczna paranoja.

- Bez chwil kłopotliwego milczenia.

- Na razie. Ale kiedyś może nam zabraknąć szczęścia.

- To co, znikamy panie Houdini?

- Zaczynamy.

- Pójdę po drinka do baru…

- Znajomi czekają…

- Na razie.

- Otóż to.

- Następnym razem udawaj, że mnie nie widzisz.

- Ja też będę udawał.

- Do zobaczenia.

- Oby nie.

- Strzeż się.

- Zdechnij.

- Zdechnij.

- Dupek.

- Dupek.

Czemu nie tak?

Dzisiaj spotkałem dziewczynę, której prawie od poznania nie lubiłem. Ona też za mną nie przepada. Nie, to nie moja eks, nieważne. W każdym razie sytuacja wygląda tak: Idę na przystanek pod domem. Mijam kiosk, do którego zmierza ona. Widzę ją, patrzę na nią i się zastanawiam, co dalej. Ona albo mnie nie zauważyła, albo dobrze udawała, że mnie nie widzi. Szła do kiosku, minęliśmy się. Na przystanku sprawdzam godzinę i widzę, że C miał być minutę temu. Ciekawe, czy już pojechał. Widzę, że Ola odchodzi od kiosku i idzie w moją stronę, acz ma zamiar mnie minąć. A, co mi tam, była tu przed chwilą, może się przydać.

- Cześć Ola, nie wiesz może, czy C już jechał?

- Hej… Tak, przed chwilą pojechał.

- Dzięki.

Wszystko z uśmiechem, krótko i na temat. Jak do obcej osoby, bo i po co inaczej?

Szczerość. Traktujcie mnie tak, jeśli mnie lubicie.

 

Głupie przemyślenia na dobranoc. luty 15, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, Z przymrużeniem ok(n)a — symek @ 10:31 pm

Wielu ludziom zależy na zbudowaniu komputera świadomego, myślącego, czującego. Działającego jak człowiek (czyli nie do końca algorytmicznie). Jednym zdaniem, stworzyć kopię ludzkiego mózgu. Ale nawet jeśli kiedyś się to uda (w co nie wierzę), stworzymy maszynę doskonale imitującą człowieka, przechodzącą kolejne testy Turinga, uznamy ją za świadomą i inteligentną, to co się stanie jeśli potem zaprzęgniemy do “normalnej” roboty zwykle przez komputery wykonywanej? Czy maszyna myśląca i czująca jak człowiek, zaprogramowana na szukanie kolejnych wielkich liczb pierwszych, po paru miliardach operacji zmiennoprzecinkowych… nie znudzi się?

 

Nekrofilia XXI wieku luty 1, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, This world sucks., Życie — symek @ 1:23 pm

Wydaje Ci się, że żyjemy w cywilizowanych czasach? Że zmarli nie leżą odłogiem na ulicach jak podczas zaraz lub wojen? Że są szanowani, pochowani i zostawieni w spokoju? O, naiwny czytelniku, w jakim świecie Ty żyjesz?

Wiem, że to brzmi głupio, ale takie myśli naszły mnie parę minut temu. Znowu usłyszałem, jak ktoś zachwyca się “najwspanialszym tenorem wszech czasów”, czytaj Pavarottim. Wiecie, co mi się przypomina?

Krótko żyję na tym świecie, a może po prostu za czasów mojej “młodości” nie było to takie popularne. W każdym razie pierwszy raz zwróciłem na to zjawisko uwagę, gdy umarł Czesław Niemen. Wielki płacz i wrzawa w telewizji, radio, gazetach, brukowcach. Wszyscy opłakują jeden z najbardziej porywających polskich głosów. “Dziwny jest ten świat” staje się tytułem setek wystaw i koncertów charytatywnych. Jak grzyby po deszczu wyrastają biografie zmarłego artysty, z miejsca stając się bestsellerami. Szczęśliwe wytwórnie fonograficzne posiadające prawa do jego twórczości wypuszczają płyty (lub całe kolekcje) pt. “Dzieła zebrane”, “Największe przeboje”. Powstają wersje dyskotekowe najpopularniejszych utworów.

Co mnie najbardziej w tym denerwuje? Hipokryzja. Ludzie, którym wcale nie podobała się muzyka Niemena nagle stają się zagorzałymi jego fanami, słuchają płyt, czytają biografie, zostawiają debilne komentarze na YouTube. Wkurza mnie, jak oglądam sobie “8 błogosławieństw”, a pod spodem bije mnie w oczy “Czesław Niemen [*][*][*][*][*] :*:*:*:* <R.I.P.>”, czy coś takiego. Bo ta różowa nastolatka (strzelam) jeszcze miesiąc temu jak słyszała “Niemen”, to nie potrafiła sobie przypomnieć jego imienia.

Jak to mówią, “Your time’s gonna come”. I całe szczęście dla wydawców muzycznych, dziennikarzy i słabych biografiopisarzy, bo przecież dla takiej watahy hien na długo mięsa z jednej ofiary nie starczy. Niemen się przejadł, ale “na szczęście” umierają inni. Nie pamiętam osobiście nic spektakularnego aż do momentu śmierci Marka Grechuty. Ten też miał pecha. Jako że umarł, wydawcy mogli założyć, że już nic nie nagra i można spokojnie wydawać albumy podsumowujące jego twórczość. I znowu – radio, telewizja, gazety, dyskoteki… Jakby nie dało się zrobić uroczystego pogrzebu i dać spokój, choćby rodzinie i przyjaciołom zmarłego, którym na pewno ciężko było, gdy co chwilę ze środków masowego przekazu przypominano im o odejściu ich bliskiego. Hieny uważam za bardzo trafione porównanie.

Pamiętam na przykład nie tak dawną śmierć Ryszarda Kapuścińskiego. Ten miał to szczęście, że był mniej znany od Niemena, a więc i publiczna nagonka po jego zejściu nie była aż tak wielka. Acz podobna. Wznowienia jego książek, biografie… Dobrze, że nie śpiewał, bo od płyty “The best of” zza grobu by się nie opędził.

No i na koniec, pół roku po Kapuścińskim, umarł Luciano Pavarotti. Postać może w Polsce nie aż tak uwielbiana, ale skoro zaczął za nim płakać cały cywilizowany świat, to Polska nie może być gorsza! Na co drugim kanale w TV filmy dokumentalne, powtórki koncertów. Do gazet dołączane gratisowe płyty z trzema utworami w jego wykonaniu (po większą ilość udaj się do najbliższego Empiku). Czekałem, aż po otworzeniu masła natrafię na karteczkę “Wyślij 250 kodów i wygraj kawałek nerki mistrza opery!”. Skoro już bawimy się w nekrofilię na papierze i w eterze, to czemu nie rozesłać kawałków jego zwłok do największych sal koncertowych świata?

Dla sprawdzenia chronologii i dokładniejszych dat musiałem zajrzeć na Wikipedię. Szanuję Niemena za jego twórczość, ale mi osobiście się ona nie podoba. Grechuty kiedyś trochę słuchałem, ale też mnie nie porwał. Czytałem jedną książkę Kapuścińskiego, ale nie dotarłem do końca. Opery i operowego śpiewania nie lubię.

Jak już kiedyś mówiłem, brzydzi mnie świat, w którym żyję.

 

Życzenia świąteczne grudzień 24, 2008

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, Życie — symek @ 12:51 pm

Wiecie co? Mam dosyć dostawania kiczowatych rymowanek, kopiowanych z netu życzeń i strasznie gorących życzeń od ludzi, z którymi nie gadałem parę lat. Bo co z tego, że ciągle mają mnie na liście GG, jak z tych ich życzeń nic nie wyniknie. Nie gadaliśmy ze sobą dawno i wcale potem nie zaczniemy. Dlatego ciężko mi wierzyć w szczerość tych wypocin. Jest parę osób z którymi naprawdę się dogaduję, im wysyłam życzenia. Jeśli ktoś mi wyśle życzenia, to OK, odpiszę. Ale nie będę się bawił w masowe rozsyłanie słodziutich wierszyków o choince, prezentach, mikołaju i udanym śnie w rowie po sylwestrze.

W tym roku będę nudny i dokładnie powtórzę życzenia sprzed dwóch lat:

http://symek.jogger.pl/2006/12/23/troche-inne-zyczenia/

Dla tych, którym się wtedy spełniły – cieszę się. Jeśli nie – spróbuję jeszcze raz, oby zadziałały w tym roku. I więcej nie będzie. Bo po co?

Wszystkiego najlepszego, naprawdę. Wszystkim. Nawet tym od kiczowatych rymowanek ;)