Zależnie od nastroju.

Just another WordPress.com weblog

Zadatki na admina. czerwiec 10, 2009

Zaszufladkowany do: O sobie samym, Z przymrużeniem ok(n)a, Życie — symek @ 4:23 pm

Wypadek w szkole mojej Mamy. Od paru dni w jednej z pracowni komputerowych nie działa internet. Czy mogę wpaść i spróbować coś zrobić? Jasne.

Start – oglądam architekturę sieci. Wygląda skomplikowanie, ale działa. Wszystko kończy się w gniazdku telefonicznym w ścianie – niech żyje Neostrada. No dobra.

Dowiaduję się, że sprawa wynikła z zaskoczenia, po awarii prądu. Jednego dnia po południu wszystko działa, następnego dnia rano nie ma internetu. Co ciekawe – drukować po sieci nadal się da, więc serwer stoi. Sprawdzam pingi – działają, adresy przez DHCP nadane poprawnie. No to pora na router.

Siadłem sobie w kącie koło routera. Jeszcze prostszy niż ten, co mam w domu – gniazdko ADSL połączone ze ścianą, zasilanie i ethernet idący do serwera. Wygląda OK, oprócz jednej rzeczy – diodka od ADSL nie świeci, tylko mruga niepewnie. Obejrzałem kabel łączący router ze ścianą – strasznie luźno siedzi. Wyjąłem go i zamieniłem wtyczki miejscami – ta od routera jest mniej wyrobiona, lepiej siedzi w ścianie. Diodka zapłonęła pełnym światłem. Czyżby już? Odpalam Firefoxa – nie, nadal leży.

No cóż, trzeba dostać się na router. Możliwe, że podczas awarii prądu zresetował ustawienia czy coś… No to podpinam monitor i klawiaturę do serwera. Co widzę? Żądanie loginu. Jasne że go nie znam. To zrobimy inaczej.

Podpinam się laptopem bezpośrednio do routera. I tak net nie działa, nikt nie będzie miał pretensji. Niestety, DHCP przydziela mi idiotyczny adres: 169.254.x.x. No cóż, spróbuję znaleźć ten router, bo laptop go nie wykrył sam. To poszukajmy pingami. Niestety, ping adresu rozgłoszeniowego pokazał mi, że jestem jedynym użytkownikiem podsieci. WTF? A router na drugiej stronie kabla?

Czas na telefon do brata, on kiedyś coś tu naprawiał, a sieć zakładał jego kolega ze studiów, niestety w tej chwili przebywający na innym kontynencie. Brat hasła do serwera nie zna, dowiedziałem się za to, że router jest zrobiony na przezroczysty, a całą zabawę w obsługę ADSL i DHCP wykonuje serwer. No to straciłem sporo czasu na pingi. Jedna rada – zrestartuj serwer i patrz, czy jakieś konkretne usługi nie chcą wstać. No dobra.

Ctrl+Alt+Del i czekamy. Cóż się okazuje? Wstał i ma się dobrze, znowu poprosił o hasło. Olewam go i idę na komp obok. Odpalam Firefoxa i co? Internet śmiga…

Jeszcze jedno sprawdzenie i już wiemy co było przyczyną – luźny kabelek w gniazdku telefonicznym. Fuck. Mogłem wyjść stąd godzinę temu. No ale cóż, przynajmniej nauczyłem się czegoś o sieci w pracowni komputerowej jednej podstawówki… Na pewno mi się przyda.

Morał – dbajcie o kable.

 

“O tak mi przykro, chciałbym jeszcze raz…” kwiecień 9, 2009

Zaszufladkowany do: O sobie samym, This world sucks., Życie — symek @ 8:20 pm

Znacie to powiedzonko:  “Chcieliśmy jak najlepiej, a wyszło jak zawsze”? Chyba zrobię z niego swoje motto życiowe…

Dlaczego nic nie wychodzi mi tak, jak bym chciał? Dlaczego nie umiem sam siebie wyjaśnić? Dlaczego chcę być najczulszym przyjacielem, a wychodzę na ostatniego dupka?

Staram się. Naprawdę się staram. Staram się być dobry. Mam same dobre intencje. Nigdy nie miałem złych. A wychodzi na to, że jestem nieczuły, okrutny i nic nie rozumiem.

Ja nie mogę, co za życie. :/

 

A Ty? Kim jesteś? marzec 8, 2009

Zaszufladkowany do: O sobie samym, Przemyślenia, Życie — symek @ 11:25 pm

Czuję się dziwnie. W sumie nigdy nie myślałem o wizycie u psychologa albo innego analtyka. Bo i po co? Sam radzę sobie ze swoimi problemami. Gdybym poszedł, to pewnie dowiedziałbym się o sobie paru rzeczy. Może niektórych bym nie polubił, może w czymś by mi to pomogło. Nie wiem i raczej się nie dowiem, bo nadal na takie wizyty nie mam chęci.

Ale okazuje się, że wcale nie trzeba chodzić do psychologa żeby dowiedzieć się czegoś o sobie. Szczerze się zdziwiłem, gdy mój brat rzucił mi na biurko wydrukowany artykuł z Wikipedii:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Prokrastynacja

W psychologii prokrastynacja lub zwlekanie oznacza patologiczną tendencję do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniającą się w różnych dziedzinach życia. Bywa nazywana “syndromem studenta”.

Dokładnie moje podejście do życia. Może nawet nie podejście, może po prostu jedna z moich głównych wad.

Postępowanie prokrastynatora można podzielić na następujące etapy:
1. Chęć zrobienia czegoś.
2. Decyzja o zrobieniu tego.
3. Odkładanie czynności bez poważnego powodu.
4. Uświadomienie sobie niekorzyści, jakie pociąga za sobą odkładanie.
5. Kontynuacja odkładania .
6. Szukanie wymówek bądź odejście od problemu.
7. Odkładanie.
8. Wykonanie zadania w czas, bardzo się przy tym stresując lub ukończenie go za późno bądź też nie zrobienie go wcale.
9. Postanowienie o niepostępowaniu w ten sposób w przyszłości.
10. Niedługo po tym sytuacja się powtarza.

Skąd ja to znam? Ba, jeśli mnie znacie, to pewnie też już to zauważyliście.

To naprawdę dziwne uczucie – dowiedzieć się, że Twój problem ma już fachową nazwę. Przynajmniej dla mnie. Szkoda tylko, że nie napisali nic o ewentualnym leczeniu. Bo coś czuję, że powinienem się leczyć.

I nie, to nie jest tak, że “tak ma każdy student”. Miałem tak na długo przed zostaniem studentem.

Jedna rzecz mnie pociesza:

Prokrastynacja dotyka osoby bardzo zdolne, którym brakuje wiary w siebie.

Jestem zdolny? :)