Wypadek w szkole mojej Mamy. Od paru dni w jednej z pracowni komputerowych nie działa internet. Czy mogę wpaść i spróbować coś zrobić? Jasne.
Start – oglądam architekturę sieci. Wygląda skomplikowanie, ale działa. Wszystko kończy się w gniazdku telefonicznym w ścianie – niech żyje Neostrada. No dobra.
Dowiaduję się, że sprawa wynikła z zaskoczenia, po awarii prądu. Jednego dnia po południu wszystko działa, następnego dnia rano nie ma internetu. Co ciekawe – drukować po sieci nadal się da, więc serwer stoi. Sprawdzam pingi – działają, adresy przez DHCP nadane poprawnie. No to pora na router.
Siadłem sobie w kącie koło routera. Jeszcze prostszy niż ten, co mam w domu – gniazdko ADSL połączone ze ścianą, zasilanie i ethernet idący do serwera. Wygląda OK, oprócz jednej rzeczy – diodka od ADSL nie świeci, tylko mruga niepewnie. Obejrzałem kabel łączący router ze ścianą – strasznie luźno siedzi. Wyjąłem go i zamieniłem wtyczki miejscami – ta od routera jest mniej wyrobiona, lepiej siedzi w ścianie. Diodka zapłonęła pełnym światłem. Czyżby już? Odpalam Firefoxa – nie, nadal leży.
No cóż, trzeba dostać się na router. Możliwe, że podczas awarii prądu zresetował ustawienia czy coś… No to podpinam monitor i klawiaturę do serwera. Co widzę? Żądanie loginu. Jasne że go nie znam. To zrobimy inaczej.
Podpinam się laptopem bezpośrednio do routera. I tak net nie działa, nikt nie będzie miał pretensji. Niestety, DHCP przydziela mi idiotyczny adres: 169.254.x.x. No cóż, spróbuję znaleźć ten router, bo laptop go nie wykrył sam. To poszukajmy pingami. Niestety, ping adresu rozgłoszeniowego pokazał mi, że jestem jedynym użytkownikiem podsieci. WTF? A router na drugiej stronie kabla?
Czas na telefon do brata, on kiedyś coś tu naprawiał, a sieć zakładał jego kolega ze studiów, niestety w tej chwili przebywający na innym kontynencie. Brat hasła do serwera nie zna, dowiedziałem się za to, że router jest zrobiony na przezroczysty, a całą zabawę w obsługę ADSL i DHCP wykonuje serwer. No to straciłem sporo czasu na pingi. Jedna rada – zrestartuj serwer i patrz, czy jakieś konkretne usługi nie chcą wstać. No dobra.
Ctrl+Alt+Del i czekamy. Cóż się okazuje? Wstał i ma się dobrze, znowu poprosił o hasło. Olewam go i idę na komp obok. Odpalam Firefoxa i co? Internet śmiga…
Jeszcze jedno sprawdzenie i już wiemy co było przyczyną – luźny kabelek w gniazdku telefonicznym. Fuck. Mogłem wyjść stąd godzinę temu. No ale cóż, przynajmniej nauczyłem się czegoś o sieci w pracowni komputerowej jednej podstawówki… Na pewno mi się przyda.
Morał – dbajcie o kable.