Dziwi Was uśmiech w tytule? Mnie też dziwiłby jeszcze parę dni temu, jednak cała sprawa rozwiązała się w sposób tak prosty i korzystny dla mnie, że przez pewien czas nie mogłem prawie wierzyć w swoje szczęście.
Otóż parę dni temu dostałem od Karla zaskakującą wiadomość. Pisał on w niej, że jego ubezpieczyciel zdecydował się zapłacić mu za zagubionego MacBooka. Tak więc Karl dostanie kasę za starego kompa, ma już też nowego, a zatem nie widzi przeciwwskazań, bym tego MB sobie zatrzymał. Prosi tylko o jedno – backup i przekazanie mu niektórych prywatnych plików.
Zdziwiłem się, to prawda. Głównie dlatego, że podobno sprawa zgłoszona już była na policję. Ale kto wie, jak działają szwedzkie firmy ubezpieczeniowe – mnie to już za bardzo nie obchodzi.
Zrobiłem zatem backup, dość pobieżnie zebrało się prawie 11 GB danych, z których Karl wybierze sobie to, co mu potrzebne. W chwili obecnej załatwiamy przesłanie tych danych przez Internet – dane są już w częściach na odpowiednim serwerze, czekam tylko aż Karl je ściągnie, połączy i sprawdzi, czy wszystko jest na miejscu. Potem dostanę zielone światło do formatowania dysku.
Ściganie złodzieja po Polsce sobie daruję, po co szarpać nerwy. Zresztą, mam dobrego laptopa za małe pieniądze. Nieważne, że w tak pokręcony sposób.
Ciekawe, nie? Znikąd pojawia się idealne rozwiązanie, na które nikt wcześniej nie wpadł. Niektórzy nazywają to fuksem, niektórzy szczęśliwym zrządzeniem losu, niektórzy Opatrznością. Ja mam swoje wytłumaczenie, ale to nie czas i miejsce na opowieści o tym. W każdym razie się cieszę.