Znacie to powiedzonko: “Chcieliśmy jak najlepiej, a wyszło jak zawsze”? Chyba zrobię z niego swoje motto życiowe…
Dlaczego nic nie wychodzi mi tak, jak bym chciał? Dlaczego nie umiem sam siebie wyjaśnić? Dlaczego chcę być najczulszym przyjacielem, a wychodzę na ostatniego dupka?
Staram się. Naprawdę się staram. Staram się być dobry. Mam same dobre intencje. Nigdy nie miałem złych. A wychodzi na to, że jestem nieczuły, okrutny i nic nie rozumiem.
Ja nie mogę, co za życie. :/