Zależnie od nastroju.

Just another WordPress.com weblog

Tak szczerze to ja Cię nie lubię. luty 24, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, Życie — symek @ 10:05 pm

Ludzie są fałszywi. Nie wszyscy, nie zawsze, ale zazwyczaj są fałszywi. Naprawdę rzadko można spotkać osobę naprawdę szczerą. Czasem to dobrze – nie chcesz przecież, żeby ktoś Ci powtarzał, jaki jesteś gruby albo jak bardzo wkurza go Twój chłopak.

Ale czasem takie udawanie prowadzi do komicznych i, co tu nie mówić, żałosnych sytuacji. Znacie to? Spotykacie gdzieś człowieka, z którym kiedyś się poznaliście, ale nie rozmawialiście dłużej niż minutę i w sumie to nie macie ani ochoty, ani tematów do rozmowy. No, ale cóż, Wasze spojrzenia się przecięły, więc trzeba się uśmiechnąć, podejść, wyciągnąć słuchawki z uszu i przegadać chociaż te dwa przystanki które Ci zostały do domu. Oby tylko on nie wysiadał na tym samym… Gadając o pierdołach gorączkowo przypominasz sobie, gdzie on mieszka? Cholera, chyba jednak będzie wysiadał tam, gdzie ja. Wiem, powiem mu, że jadę do kumpeli i wysiadam parę przystanków dalej. Wiem, będę w domu parę minut później, ale nie wytrzymam dłużej towarzystwa tego głupka…

Żałosne, prawda? A przecież nie musi tak być. Dlaczego nie możesz się uśmiechnąć, ale pozostać na swoim miejscu ze swoimi słuchawkami w uszach? Pomyśl przez chwilę, czy on nie myśli o Tobie dokładnie tego samego co Ty o nim?

Przewińcie sobie poniższy film do czasu 7:28 i obejrzyjcie tylko tę jedną scenę do 8:41.

- Miło cię było spotkać.

- Trzymaj się.

- Do zobaczenia w klubie.

- Na razie.

Kurwa mać. Odrobina szczerości, a ta rozmowa wyglądałaby tak:

- Że też musiałem cię zauważyć.

- Prawda.

- Dlaczego musimy udawać, że się lubimy?

- Nie mam nic do ciebie, ale też nie mam cię za co lubić.

- Dopadła nas społeczna paranoja.

- Bez chwil kłopotliwego milczenia.

- Na razie. Ale kiedyś może nam zabraknąć szczęścia.

- To co, znikamy panie Houdini?

- Zaczynamy.

- Pójdę po drinka do baru…

- Znajomi czekają…

- Na razie.

- Otóż to.

- Następnym razem udawaj, że mnie nie widzisz.

- Ja też będę udawał.

- Do zobaczenia.

- Oby nie.

- Strzeż się.

- Zdechnij.

- Zdechnij.

- Dupek.

- Dupek.

Czemu nie tak?

Dzisiaj spotkałem dziewczynę, której prawie od poznania nie lubiłem. Ona też za mną nie przepada. Nie, to nie moja eks, nieważne. W każdym razie sytuacja wygląda tak: Idę na przystanek pod domem. Mijam kiosk, do którego zmierza ona. Widzę ją, patrzę na nią i się zastanawiam, co dalej. Ona albo mnie nie zauważyła, albo dobrze udawała, że mnie nie widzi. Szła do kiosku, minęliśmy się. Na przystanku sprawdzam godzinę i widzę, że C miał być minutę temu. Ciekawe, czy już pojechał. Widzę, że Ola odchodzi od kiosku i idzie w moją stronę, acz ma zamiar mnie minąć. A, co mi tam, była tu przed chwilą, może się przydać.

- Cześć Ola, nie wiesz może, czy C już jechał?

- Hej… Tak, przed chwilą pojechał.

- Dzięki.

Wszystko z uśmiechem, krótko i na temat. Jak do obcej osoby, bo i po co inaczej?

Szczerość. Traktujcie mnie tak, jeśli mnie lubicie.

 

Głupie przemyślenia na dobranoc. luty 15, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, Z przymrużeniem ok(n)a — symek @ 10:31 pm

Wielu ludziom zależy na zbudowaniu komputera świadomego, myślącego, czującego. Działającego jak człowiek (czyli nie do końca algorytmicznie). Jednym zdaniem, stworzyć kopię ludzkiego mózgu. Ale nawet jeśli kiedyś się to uda (w co nie wierzę), stworzymy maszynę doskonale imitującą człowieka, przechodzącą kolejne testy Turinga, uznamy ją za świadomą i inteligentną, to co się stanie jeśli potem zaprzęgniemy do “normalnej” roboty zwykle przez komputery wykonywanej? Czy maszyna myśląca i czująca jak człowiek, zaprogramowana na szukanie kolejnych wielkich liczb pierwszych, po paru miliardach operacji zmiennoprzecinkowych… nie znudzi się?

 

Nekrofilia XXI wieku luty 1, 2009

Zaszufladkowany do: Przemyślenia, This world sucks., Życie — symek @ 1:23 pm

Wydaje Ci się, że żyjemy w cywilizowanych czasach? Że zmarli nie leżą odłogiem na ulicach jak podczas zaraz lub wojen? Że są szanowani, pochowani i zostawieni w spokoju? O, naiwny czytelniku, w jakim świecie Ty żyjesz?

Wiem, że to brzmi głupio, ale takie myśli naszły mnie parę minut temu. Znowu usłyszałem, jak ktoś zachwyca się “najwspanialszym tenorem wszech czasów”, czytaj Pavarottim. Wiecie, co mi się przypomina?

Krótko żyję na tym świecie, a może po prostu za czasów mojej “młodości” nie było to takie popularne. W każdym razie pierwszy raz zwróciłem na to zjawisko uwagę, gdy umarł Czesław Niemen. Wielki płacz i wrzawa w telewizji, radio, gazetach, brukowcach. Wszyscy opłakują jeden z najbardziej porywających polskich głosów. “Dziwny jest ten świat” staje się tytułem setek wystaw i koncertów charytatywnych. Jak grzyby po deszczu wyrastają biografie zmarłego artysty, z miejsca stając się bestsellerami. Szczęśliwe wytwórnie fonograficzne posiadające prawa do jego twórczości wypuszczają płyty (lub całe kolekcje) pt. “Dzieła zebrane”, “Największe przeboje”. Powstają wersje dyskotekowe najpopularniejszych utworów.

Co mnie najbardziej w tym denerwuje? Hipokryzja. Ludzie, którym wcale nie podobała się muzyka Niemena nagle stają się zagorzałymi jego fanami, słuchają płyt, czytają biografie, zostawiają debilne komentarze na YouTube. Wkurza mnie, jak oglądam sobie “8 błogosławieństw”, a pod spodem bije mnie w oczy “Czesław Niemen [*][*][*][*][*] :*:*:*:* <R.I.P.>”, czy coś takiego. Bo ta różowa nastolatka (strzelam) jeszcze miesiąc temu jak słyszała “Niemen”, to nie potrafiła sobie przypomnieć jego imienia.

Jak to mówią, “Your time’s gonna come”. I całe szczęście dla wydawców muzycznych, dziennikarzy i słabych biografiopisarzy, bo przecież dla takiej watahy hien na długo mięsa z jednej ofiary nie starczy. Niemen się przejadł, ale “na szczęście” umierają inni. Nie pamiętam osobiście nic spektakularnego aż do momentu śmierci Marka Grechuty. Ten też miał pecha. Jako że umarł, wydawcy mogli założyć, że już nic nie nagra i można spokojnie wydawać albumy podsumowujące jego twórczość. I znowu – radio, telewizja, gazety, dyskoteki… Jakby nie dało się zrobić uroczystego pogrzebu i dać spokój, choćby rodzinie i przyjaciołom zmarłego, którym na pewno ciężko było, gdy co chwilę ze środków masowego przekazu przypominano im o odejściu ich bliskiego. Hieny uważam za bardzo trafione porównanie.

Pamiętam na przykład nie tak dawną śmierć Ryszarda Kapuścińskiego. Ten miał to szczęście, że był mniej znany od Niemena, a więc i publiczna nagonka po jego zejściu nie była aż tak wielka. Acz podobna. Wznowienia jego książek, biografie… Dobrze, że nie śpiewał, bo od płyty “The best of” zza grobu by się nie opędził.

No i na koniec, pół roku po Kapuścińskim, umarł Luciano Pavarotti. Postać może w Polsce nie aż tak uwielbiana, ale skoro zaczął za nim płakać cały cywilizowany świat, to Polska nie może być gorsza! Na co drugim kanale w TV filmy dokumentalne, powtórki koncertów. Do gazet dołączane gratisowe płyty z trzema utworami w jego wykonaniu (po większą ilość udaj się do najbliższego Empiku). Czekałem, aż po otworzeniu masła natrafię na karteczkę “Wyślij 250 kodów i wygraj kawałek nerki mistrza opery!”. Skoro już bawimy się w nekrofilię na papierze i w eterze, to czemu nie rozesłać kawałków jego zwłok do największych sal koncertowych świata?

Dla sprawdzenia chronologii i dokładniejszych dat musiałem zajrzeć na Wikipedię. Szanuję Niemena za jego twórczość, ale mi osobiście się ona nie podoba. Grechuty kiedyś trochę słuchałem, ale też mnie nie porwał. Czytałem jedną książkę Kapuścińskiego, ale nie dotarłem do końca. Opery i operowego śpiewania nie lubię.

Jak już kiedyś mówiłem, brzydzi mnie świat, w którym żyję.