http://allegro.pl/item598686418_macbook_2_1_intel_core_2_duo_2_16ghz_1gb_667mhz.html
Prawdziwa okazja, nie? Przed kupnem upewniłem się co do paru rzeczy, np. dopytałem o dysk i kartę graficzną. Spytałem też o płytkę instalacyjną systemu – nie ma. No ale cóż, pewnie był preinstalowany albo zgrywany od znajomego. Co to za klawiatura? Szwedzka, znajomy kupił i mi dał. No cóż, zdarza się. Kupię sobie naklejki na klawisze.
Poprosiłem jeszcze o numer seryjny. Dostałem, po czym zacząłem przeszukiwać bazy kradzionego sprzętu. Googlałem, szukałem, nic złego na jego temat nie znalazłem. Fajnie.
Pojechałem do Krakowa w poniedziałek w nocy. We wtorek rano jedziemy do Galerii Krakowskiej, spotykamy się koło Empiku. Idziemy dwa piętra wyżej gdzieś usiąść. Dostaję MacBooka w ręce, odpalam. Jest Leopard, sprzęt zgodny ze specyfikacją. Do tego oryginalny zasilacz i przedłużacz do kabla. Bateria ma jakieś 65% i twierdzi, że uciągnie jeszcze 3 godziny. Miodzio.
Daję kasę do ręki, przy koledze. Pani sobie przelicza, dziękuje, żegnamy się. Ja, jako że się spieszyłem, wyłączam laptopa i chowam do plecaka pełen dobrych myśli – powinien mnie przecież kosztować ze 3 tysiące. Udało się.
Później kawał dnia, nie za bardzo miałem czas go obejrzeć. W poniedziałek wieczorem, już w domu, odpalam na zasilaczu, żeby dłużej posiedzieć. Pojawia się pierwsze pytanie: Kim jest Karl *******, którego nazwisko pojawia się jako user? Może poprzedni właściciel był nieostrożny. No cóż, zrobi się formata, świnią nie będę.
No dobra, sprawdźmy, co tu jest. Odpalam jakiś komunikator. Dane same się wpisują, gdybym był na WiFi to bym się zalogował. Hm, bardzo nieostrożny też Karl. Odpalam Skype. To samo.
Włączyłem Firefoxa. Znowu – na górze kilkanaście zakładek i folderów zakładek, wszystko wygląda dość osobiście. Znajduję link do Facebooka. Strona główna, user i hasło w formularzu. Jako user – e-mail z Hotmaila. Ciekawość zwycięża. Klikam login – jestem na koncie Karla. Ściągam WebDevelopera i odczytuję hasło. Zaglądam na hotmail. 2 razy ctrl+v i jestem na jego mailu. Niedobrze, Karl, nigdy tych samych haseł w różnych serwisach!
W końcu się przełamuję. Na własnym kompie odpalam Skype’a i piszę do Karla coś w rodzaju: “Cześć, wiem że mnie nie znasz, ale mam ważne pytanie – czy w ostatnim czasie sprzedałeś, oddałeś albo ukradziono Ci jakiś komputer?”. Karl odpisuje po paru godzinach: “Tak, ukradziono mi białego MacBooka 13″, takie a takie bebechy, taki numer seryjny. Zgłosiłem to już na policję. Masz jakieś informacje o nim?”.
Fuck.
Jestem człowiekiem raczej uczciwym, więc zaczynam opowieść o kupnie wyjątkowo taniego laptopa w Polsce. Karl jest poruszony – kupił już sobie nowy komputer i nie miał nadziei ujrzeć poprzedniego nigdy więcej. Zachwyca się nad moją uczciwością, dziękuje za kontakt, obiecuje poczekać cierpliwie aż odzyskam swoją kasę. Wszystko pięknie Karl, nie ma za co. Tylko zrozum, że jestem zły, bo myślałem, że kupiłem sobie taniego MacBooka, a narobiłem sam sobie cholernych problemów…
Potem muszę wyjść z domu. Po drodze piszę do pani Renaty kilka smsów, zostawiam też wiadomość na poczcie głosowej. Wszystkie razem wyjaśniają mniej więcej tyle, że wiem, iż laptop jest kradziony i chcę odzyskać swoje pieniądze. Czekam do piątku wieczorem, potem idę na policję. Jeśli odzyskam kasę, to organów ścigania nie zawiadomię, za to laptopa wyślę wprost do Szwecji, do prawowitego właściciela. Radzę oszczędzić sobie kłopotów.
Jakąś godzinę później dzwoni do mnie obcy numer. Polak ze szwedzkiego numeru. Zaczyna od: “Dzień dobry, ja w sprawie tego MacBooka którego Pan ode mnie kupił.”. Nie, koleś, nie kupiłem od Ciebie żadnego MacBooka. On mi na to, żebym przestał straszyć jego szwagierkę, bo ona tylko sprzedawała sprzęt przez niego podarowany. Ja na to, że sprzęt kradziony. Twierdzi, że nieprawda, że kupił go za byle jakie pieniądze w Szwecji i oddał szwagierce. Ja mówię, że skontaktowałem się z Karlem, który uważa, że go skradziono. Koleś na to, że tak, to mój kolega, mam papiery na to, że laptopa mi sprzedał. A ja na to, że jeśli kolega Karl mi napisze, że go sprzedał, to dam Renacie spokój. Koleś się trochę zasmucił, zaproponował, że jeśli jestem niezadowolony z zakupu, to możemy się spotkać i zamienić kasę za MB. Ja mu na to, że nie będę się zamieniał, tylko czekam na kasę i oddaję laptopa do Szwecji. On mi na to, że w takim razie swojej kasy nie zobaczę. I tak się pożegnaliśmy.
Aha, po drodze powiedział, że nazywa się Przemysław jakiśtam. Miałem też jego numer, więc przekazałem go Karlowi. On na to, że to bajka i że nie zna tego kolesia. Przekazał za to numer policji, która obiecała zacząć jakieś śledztwo. Przed tym, jak się zgłosiłem nie mogli za wiele zrobić, teraz mogą poszukać.
Co jeszcze? W sumie niewiele. Miałem dzisiaj iść na policję i opowiedzieć całą sprawę, ale zrobię to w poniedziałek. Zrobię to na pewno, bo pani Renata kasy mi nie przelała. Trochę mi jej szkoda, bo mogła nie wiedzieć, że MB jest kradziony.
A mnie czeka przeprawa z policjami dwóch krajów… Życzcie mi powodzenia.